RSS
sobota, 17 maja 2008
17 maj
17 maj - dla Norwegow to swieto naprawde wiele znaczy! Mimo iz narzekaja na ten kraj, na tamto i siamto, to jak widzialam te kobiety ubrane w charakterystyczne norweskie stroje, te usmiechniete twarze, rozbawione dzieci, te norweskie flagi wszedzie gdzie tylko odwrocilam glowe... Wiem ze Norwegia jest dla nich wazna, ze cos im dala, ze sa dumni ze sa Norwegami!
A ja?
Co z Polska?
Co mi dala Polska? Co dala moim rodzicom, moim dziadkom? Co dalaby moim dzieciom gdybym zdecydowala sie do niej wrocic...?
Obawiam sie ze odpowiedz moze byc bardzo smutna, ale tez bardzo prawdziwa...NIC
Moje dziadki wybudowaly dom "dzieki komunie, tak to bysmy nigdy nic nie mieli", tak samo zreszta jak teraz moi rodzice...
Nie chce przesadzac, wiem ze nie wszyscy zyja tak w Polsce, sama rowniez nie wyjechalam z kraju bo sytuacja mnie zmuszala tylko dlatego ze po prostu ze mam taka dusze, ale...
Nie ma co idealizowac, ilosc Polakow ktora wyjechala za granice w nadziei na lepsze zycie mowi sama za siebie...i to nie sa nieudacznicy ani ludzie ktorym sie w Polsce nie udalo, tak jak kiedys osmielila sie powiedziec jedna z najwazniejszych glow naszego panstwa w owczenym czasie, to po prostu nie sa tez ludzie slepi ani naiwni...powiedzialabym raczej ze sa to ludzie ktorzy szanuja siebie i swoja prace, ze wiedza ze sa warci cos wiecej niz moga dostac w naszym kraju..(oczywiscie nie wszyscy, zawsze sa wyjatki)...
Pytaly mnie dziadki jak taki dzien wyglada w Polsce, co im mialam powiedziec? Ze glowa panstwa pieprzy jakies glupoty nad grobami ludzi ktorzy zycie poswiecili zeby "Polska byla Polska" a w nastepny dzien pokazuja ze i tak tych wszystkich ludzi maja w dupie...
Naprawde dzisiaj bylo mi przykro kiedy o tym wszystkim pomyslalam:-(

I pytanie, czy ja powinnam byc dumna ze jestem Polka? I jak obludnie to brzmi, kiedy wszyscy my, ktorzy mieszkamy poza granicami naszego kraju deklarujemy ze kochamy nasz kraj na zaboj, ze jestemy dumni z Polski i ze tylko ona jest nasza najprawdziwsza ojczyzna!!! Ile w tych deklaracjach moze byc prawdy???
13:05, anna_maria21
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
...

Czekanie sprawia ból.
Zapomnienie sprawia ból.
Lecz nie móc podjąć żadnej decyzji jest najdotkliwszym cierpieniem..
- Paulo Coelho

12:07, anna_maria21
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 marca 2008
Historia nieodwzajemnionej milosci...

Kiedy zobaczyl ja po raz pierwszy juz wiedzial - ona albo zadna…On mial 17 a ona 14, i mimo iz wielu uwaza ze w tym wieku jeszcze nic sie nie wie o milosci, on wiedzial ze kocha ja calym soba - postanowil ja zdobyc. Ona, na poczatku zawstydzona jego zainteresowaniem, zamknieta i nieufna, w miare uplywu czasu dawala sie poznac. Polubila go. Byl z nia zawsze kiedy go potrzebowala, zawsze mogla na niego liczyc. Byl dla niej wazny, byl jej powiernikiem i przyjacielem. Myslala ze tak bedzie juz zawsze. Jednak on pragnal czegos wiecej, za bardzo ja kochal by byc jej przyjacielem. Ona nie mogla go juz dluzej oszukiwac, starala sie lecz nie potrafila go pokochac.

 -  Ja Cie po prostu nie kocham – powiedziala.

Poddal sie. Nie mial sily juz walczyc. Wkrotce zniknie z jej zycia... A ona juz teskni...Dopiero teraz zaczyna rozumiec jego w jej zyciu znaczenie. Dopiero teraz zaczyna rozumiec sens milosci. Dlaczego nikt jej tego wczesniej nie wytlumaczyl? Dlaczego nie powiedziala ze go kocha wiedzac ze jesli powie prawde straci go na zawsze?

 

...a moze wlasnie tym jest milosc...
01:30, anna_maria21
Link Komentarze (6) »
środa, 26 marca 2008
Niebanalna?

Nie  jestem stereotypem, nigdy nie bylam. Od zawsze cos mnie wyroznialo. Gdy moje kolezanki zaczynaly nosic szpilki, ja paradowalam w glanach albo kanarkowych adidaskach. Gdy zaczely chodzic na dyskoteki, ja prosilam mame zeby im powiedziala ze mi nie pozwala. Gdy zafascynowane opowiadaly o nowym facecie, ja wolalam pogadac o nowej ksiazce. Gdy zaczely wychodzic za maz i rodzic dzieci, ja zaczelam zwiedzac swiat. Nigdy nie chcialam byc modelka, wolalam stac po drugiej stronie. Cos kreowac, cos tworzyc, czyms sie zachwycac. Nie znosze konkursow pieknosci. Numerek na rece kojarzy mi sie z Oswiecimiem, z obdarciem czlowieka z godnosci i traktowaniem go jak smiecia. Nigdy nie chcialam byc numerkiem.  Lubie czytac. Lubie pisac. Lubie sie uczyc nowych rzeczy, odkrywac, poznawac. Nie lece na facetow z klata jak Stalone i fura za pol miliona. Wole zarost, osobowosc i blysk w oczach. Nie lubie komplementow pt.“jestes piekna“ – nie rozumiem ich sensu. Nigdy nie zadalabym by ktokolwiek zrezygnowal dla mnie ze swoim marzen, pasji i ambicji, taki wybor dla mnie nie istnieje. Nie jestem kokietka, nie lubie gry pozorow, stawiam na szczerosc. Z kwiatow wybieram zawsze czarne tulipany. Moge cala noc sluchac sciezki dzwiekowej z Amelii i rano wstac z usmiechem na twarzy. Nie placze na pogrzebach, za to wzrusza mnie usmiech dziecka. Cenie szczerosc ale klamie gdy wiem ze moglabym komus zrobic zbyt duza przykrosc. Lubie samotnosc, nie musze byc w zwiazku by czuc sie kobieta. Nigdy sie do niczego nie zmuszam i zawsze wybieram wlasna droge. Czy jestem niebanalna?
23:24, anna_maria21
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 24 marca 2008
Påske på norsk czyli...

Wielkanoc po norwesku...

- Wielkanoc spedzimy w domku letnim - decyzja zapadla kilka tygodni wczesniej, z czego bylam bardzo zadowolona biorac pod uwage fakt, ze bedzie to dla mnie jedna z nielicznych okazji poznania kawalka prawdziwej Norwegii. Domek letni miescil sie bowiem w miejscowosci Hellesynt, oddalonej ok 600 km od Oslo, slynacej z jednych z najpiekniejszych norweskich fiordow, i jak sie pozniej okazalo, nie tylko.

Podroz rozpoczelismy w srode rano, na wpol przytomni, po nieprzespanej nocy i morderczym poranku...Samochod mielismy zapakowany po sam "sufit" plus 5 osob scisnietych jak "sardynki w puszcze", ale co tam, mysle, w koncu jade na spotkanie z przeznaczeniem...

Z calej 9 godzinnej podrozy pamietam bardzo dobrze Lillehammer, jako miasteczko nadwyraz  rozwiniete na tle sasiednich wiosek. Skocznie wygladaja niesamowicie, a jeszcze wieksze wrazenie robi czlowiek niosacy znicz, uformowany przez lesnikow na jednej z gor. Mozna tez zauwazyc mnostwo hotelikow i osrodkow rekreacyjnych na bardzo wysokim poziomie, na pierwszy rzut oka widac ze to nie jest tylko zwykle norweskie miasteczko (Lillehammer to miasteczko olimpijskie z 1994 roku).

W miare jak oddalalismy sie od miejskich zabudowan klimat stawal sie ostrzejszy, gory zmnienialy swoj ksztalt na wyzsze i bardzie strome, i ku mojemu zaskoczeniu, robilo sie coraz zimniej i zaczal pojawiac sie snieg (zaskoczenie tym wieksze, ze przed wyjazdem zostalam poinformowana ze o tej porze roku w Hellesynt jest juz wiosna a czasami nawet lato, wiec liczylam na male opalanko na tarasie z drinkiem w reku, zakupiwszy nawet okulary przeciwsloneczne).

Minelismy po drodze najdluzsze i najglebsze jeziora Norwegii, w tym drugim podobno mieszka potwor na miare slynnego Lohness, jednak na poczatku podeszlismy do tej informacji z dystansem, kwitujac "it's incredible what you can see after 9 hours in the car", i tylko nieliczni zwrocili uwage na wzburzone jezioro w drodze powrotnej...nie byo wiatru, zawieruchy ani nic co mogloby wzburzenie spowodowac...

Ostatnie dwie godziny podrozy jawily mi sie jak sceny z jakiegos kiepskiego filmu grozy. Jechalismy w tunelu wyrytym przez koparki (zwal jak zwal), po obu stronach snieg siegal wysokosci powyzej 2 metrow zasypawszy wszelkie pomocne oznakowania umozliwiajace normalna jazde. Do tego zawierucha sniezna, mgla i kolatajaca mysl w mojej glowie "where the fuck we are going?", a zaraz potem "mam czego chcialam".

Zblizajac sie do miejsca naszego przeznaczenia mialam wrazenie jakbysmy wjezdzali w Kraine Ludzi Lodu...strome, potezne, pokryte 2 metrowa warstwa sniegu gory, groty i skalne sciany z zamarznietymi na nich wodospadami, choinki wygladajace jak gigantyczne sople lodu... do caloksztaltu brakowalo mi tylko czarownic palonch na stosie albo tanczacych wokol ogniska na jednym ze szczytow...i nawet wtedy nie wiedzialam jak blisko prawdy bylam...

Sam domek usytuowany byl mniej wiecej w polowie jednej z owych gor, i jakiez bylo moje zdziwienie gdy nie okazal sie zwykla chatka a w zamian 5* hotelem. Wykonany 1988 roku, caly z drewna, 3 pietrowy, z 4 pokojami, 2 lazienkami, 3 living room-ami, kuchnia i jadalnia. Najwieksze jednak wrazenie robila zagospodarowana piwnica, w ktorej miescil sie bilard, stol pin-pongowy, tranpolina, mini silownia i mini strzelnica...do pelni szczescia brakowalo mi tylko jakuzzi i sauny, ale, podobno, nie mozna miec wszystkiego.

Po lekkiej kolacji i krotkiej pogawedce udalismy sie na zasluzony odpoczynek, moc wrazen z calego dnia sprawiala ze zasypialam na stojaco.

Nastepnego dnia rano wybralam sie na samotny spacer w gory, by moc juz na zywo obserwowac to co dzien wczesniej wydawalo sie tylko snem.

Wybralam jedyna mozliwa do przejscia sciezke, kierujac sie ku szczytowi gory.Patrzac na wszystko by nie przegapic najmniejszego szczegolu z otaczajacego mnie krajobrazu, niemalze wpadlam na skalna sciane, z ktorej spogladala na mnie twarz norweskiego trola. Miejsce urokliwe, a skalna sciana niezwykle pociagajaca w swej tajemniczosci, tym bardziej ze splywajace po niej krople zrodlanej wody utworzyly po obu stronach sople lodu, i nie moglam odpedzic sie od wrazenia, ze gdybym tylko pociagnela za jeden z nich, otworzylyby sie drzwi do groty umozliwiajacej przejscie do ukrytej krainy, do ktorej wstep maja tylko nieliczni...Uwierzcie mi, naprawde probowalam, ale pokryta marznaca woda skala nie dala za wygrana. I tylko odchodzac i zerknawszy na owa tajemnicza sciane jeszcze raz, mialam wrazenie, ze na twarzy trola zawital drwiacy usmieszek, choc...to pewnie tylko moja wyobrazia...

Im bardziej zblizalam sie ku szczytowi, tym trudniej bylo mi oddychac, czulam sie obserwowana przez wszystko co mnie otaczalo, czulam sie intruzem na obcej ziemi. Na koncu sciezki znajdowalo sie kilka prywatnych zabudowan, na ktore trzeba bylo wejsc zeby sie przekonac czym tak naprawde konczy sie ta droga. Nie bylam soba gdybym nie sprobowala...

To co zobaczylam przeszlo moje najsmielsze oczekiwania...sciezka konczyla sie w miejscu w ktorym wyroslo nagle kilka innych gor, wszystkie potezne, osniezone, obserwujace mnie i jakby mowiace "kim Ty dla mnie jestes maly czlowieczku?"...Miejsce tym badziej niesamowite, ze chmur dotykasz dlonmi, a spogladajac w dol, gdzies na dnie doliny, widac kilka chatek sprawiajacych wrazenie ustawionych domkow z kart. I tylko moja wyobraznia uchwycila moment kiedy wiekszy powiew wiatru spowoduje lawine, ktora bialym puchem pokryje wszystko...Z agonni wyrwal mnie dobiegajacy z jednego z zabudowan chalas, na ktorego zrodlo nie musialam jednak dlugo czekac. Moim oczom ukazal sie bowiem prawdziwy wikking, mezczyzna poteznie zbudowany, z zbroda i blyskiem w oczach, krzyczacy cos na ksztalt "det er jord min" ("to jest moja ziemia")...a w rekach trzymal widly!"Ale heca" pomyslalam i zazartowalm sobie, zeby sie spokojnie obchodzil z widlami bo wiedzma nie jestem, zart okazal sie dosc kiepski, jak sie pozniej okazalo.

Meczyzna zmierzyl mnie wzrokiem, wypytal kim jestem, co tam robie i czemu weszlam na jego prywatny teren. Jak juz mu wytlumaczylam moja fascynacje tym miejscem to dowiedzialam sie ze jakas tam legenda glosi ze na jednej z tych gor naprawde odbywaly sie zloty czarownic, a ostatnia spalona wiedzma pochodzila dokladnie z tego miejsca...czy byla wiedzma czy nie, jednak nikt nie wie...

Wracajac co domu nadal bylam oszolomiona tym co zobaczylam i tym co przezylam, bo to przeciez od kilkunastu godzin realizowalo sie jedno z moich najwiekszych marzen by w takim  wlasnie miejscu sie znalesc, i nic nie jest porownywalne z tym co sie w takiej chwili czuje...

Reszta Wielkanocy minela na czytaniu, graniu w bilarda, spacerach i odpoczywaniu. Atmosfery swiat nie poczulam wcale, i mimo iz zawsze z tego drwilam w tym roku brakowalo mi jej jednak dotkliwie. Dla Norwegow Wielkanoc jest tylko kilkoma wolnymi dniami kiedy moga pojechac na narty. Nasza tradycja swiecenia jajka jest dla nich "cool", ale dla nich samych te dni nic nie znacza...a ja zaczelam w koncu doceniac polskie swieta i wszystko to co kiedys mnie draznilo i czego nie znosilam;)

13:27, anna_maria21
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 marca 2008
Biegne...

Biegne…pamietam kiedy bylam jeszcze mala dziewczynka i marzylam o tym zeby zyc tak jak teraz, wyrwac sie z tej zwyklej codziennosci, podrozowac, spelniac marzenia…robic cos, byc kims… po prostu biec…

I pamietam jak powolutku to wszystko zaczelo sie spelniac… te wszystkie emocje, watpliwosci, to podniecenie zwiazane z zakonczeniem pewnego etapu i rozpoczeciem czegos zupelnie nowego, ekscytujacego i wspanialego…i ten strach przed czyms nowym, jakze innym od mojego dotychczasowego zycia…

A kiedy wpadlam juz w ten wir, nic nie bylo w stanie mnie zatrzymac, chcialam jeszcze i jeszcze…nie liczylo sie nic i nikt, i chociaz czasami bylo mi smutno nadal potrafilam biec, bo przeciez to tylko chwilowe, moje male slabosci… wydawalo sie ze nic mnie nie zlamie…a potem nadszedl moment, w ktorym wszystko sie rozsypalo…

Juz nie mialam sily biec… pragnelam normalnosci, tej normalnosci przed  ktora wczesniej tak uciekalam, ktora mnie przerazala, w ktora nigdy nie wierzylam…pragnelam jej tak bardzo ze az uwierzylam ze potrafie tak zyc...

 

Nie potrafilam... taraz znow biegne…i tylko czasami zastanawiam sie co zrobie kiedy swiat sie skonczy...?

Czy ktos mnie wczeniej zatrzyma?

19:38, anna_maria21
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 marca 2008
Jak puste potrafia byc slowa...

 

Jak puste potrafia byc slowa ludzi ktorzy nas nie znaja… Nie do pojecia wydaje sie co mozesz uslyszec od kogos kto jest przekonany ze wie o Tobie wszystko a tak naprawde nie wie nic… Slowa, ktore w normalnym uzyciu maja ogromne znaczenie w ustach takich ludzi nie znacza nic…Bo jak wytlumaczyc komus ze sie myli skoro on jest przekonany o swojej racji? Jak wytlumaczyc ze kocha tylko swoje wyobrazenie kiedy on jest przekonany ze tym wyobrazeniem jestes Ty? Jak pomoc mu zrozumiec siebie, kiedy on jest przekonany ze rozumiecie sie bez slow… i w koncu jak wytlumaczyc ze sprawia Ci bol, kiedy on jest pewny ze nie ma nic przyjemniejszego?…no jak?

 

 

jak bardzo mozna czuc sie samotnym, bedac osaczonym???
12:53, anna_maria21
Link Komentarze (1) »